noscript-img

Gospodarka na kwarantannie

Gospodarka na kwarantannie

Od kilku dni mamy do czynienia z „zamkniętą gospodarką”. Kilka milionów ludzi nie może pracować, a tysiące firm podlegają przymusowemu zamknięciu. W ramach walki z nieuchronną recesją rząd proponuje „tarczę antykryzysową”.

Każdy dzień takiego wymuszonego „zamknięcia gospodarki” oznacza straty. Straty, których w większości nie będzie dało się odrobić. Hotele, restauracje, transport osobowy, organizatorzy konferencji i koncertów w większości nie odrobią utraconych przychodów. Ale cały czas muszą ponosić koszty stałe w postaci płac, czynszów, podatków czy rat leasingowych. Według moich – obarczonych dużym marginesem błędu – szacunków każdy taki tydzień kosztuje nas ok. 0,33% PKB.

I z tygodnia na tydzień wartość ta będzie rosła. Na razie paraliż dotyka przede wszystkim sektora usług i administracji publicznej. Lecz już widać, że powoli rozlewa się na przemysł. Jeszcze nie widać, w jakim stopniu wstrzymał procesy inwestycyjne, co uderzy w budownictwo i producentów wszelkiego rodzaju dóbr inwestycyjnych. Co więcej, każdy kolejny tydzień trwania tej ogólnokrajowej kwarantanny sprawia, że „restart” gospodarki będzie coraz trudniejszy i bardziej kosztowny.

Najgorsza jest niepewność. Nikt chyba nie wierzy, że wszelkie obostrzenia znikną do końca marca. Nikt nie wie, co rząd wymyśli jutro lub pojutrze i na co właściwie trzeba się przygotować. Co gorsza, obserwacje z innych krajów europejskich w ostatnich dniach pokazują tendencje do podejmowania coraz bardziej radykalnych rozwiązań, z powszechnym aresztem domowym włącznie (np. Francja czy Belgia). Do niedawna ekspertów wieszczących powrót do normalności dopiero w maju nazywano pesymistami. Teraz takie poglądy kwalifikują się do tych bardziej optymistycznych.

02:15
RSS
Brak komentarzy. Twój będzie pierwszy!